Jak dostać się na Harvard? - Droga na Harvard

Jak dostać się na Harvard?

Wśród absolwentów – 48 noblistów, tyluż laureatów nagrody Pulitzera i dziesiątki, jeśli nie setki, przywódców państw i organizacji międzynarodowych. Jak dołączyć do grona studentów Harvarda?

Kojarzony z najtęższymi umysłami i najgrubszymi portfelami, owiany nimbem jednej z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie. Uniwersytet Harvarda – wydaje się absolutnie nieosiągalny. Prawda jest jednak zupełnie inna.

Przede wszystkim warto rozprawić się z pewnym mitem – że studia na Harvardzie są przytłaczająco drogie. Jeśli spojrzeć na wysokość czesnego, to rzeczywiście tak jest: 46 tysięcy dolarów robi niemałe wrażenie. Jeśli dodatkowo powiększyć je o koszty wyżywienia i zakwaterowania na kampusie to otrzymujemy ponad 67 tysięcy dolarów – rocznie. Dla porównania, średni całkowity (czteroletni!) koszt „magisterki” na prywatnym uniwersytecie w USA to 36 tysięcy dolarów.

 

Harvard nie zrujnuje cię finansowo

Jednak Harvard to także rozbudowany system stypendiów socjalnych – jak bardzo paradoksalnie nie brzmiałoby to określenie. Z różnego rodzaju świadczeń finansowych korzysta około 70% studentów Harvard Collage, co piąty… nie płaci w ogóle.

 

 

Harvard jest po prostu uczelnią, której przede wszystkim zależy na tym, co masz w głowie, a nie na tym, co masz w kieszeni. Jeśli uważasz, że możesz bez kompleksów zasiąść w ławach z najbystrzejszymi umysłami swojego pokolenia, nie twórz sztucznej bariery w postaci finansów.

Bo ta bariera naprawdę jest sztuczna. Jedyną barierą, którą naprawdę musisz sforsować, jest proces aplikacyjny, w tym rozmowa kwalifikacyjna.

Co najważniejsze

Szczególnie w przypadku programów postrgraduate, Harvard to miejsce dla ludzi z pasją, konsekwentnych, z pomysłem na siebie i wiarą we własne możliwości. Sama wiedza, umiejętności i nieprzeciętny umysł mogą nie wystarczyć – musisz potrafić przekonać innych, że te cechy posiadasz.

Na marginesie mówiąc, konkurs Droga na Harvard może się okazać świetnym treningiem tych umiejętności. :-)

 

Sito rekrutacji

Do Harvard College, czyli – z grubsza – odpowiednika polskich studiów licencjackich, dostaje się co dwudziesty aplikujący. Wszyscy, łącznie ze studentami spoza USA, przechodzą ten sam proces rekrutacyjny. Wszyscy aplikujący muszą zdać test ACT lub SAT. To typowo amerykańskie testy, na szczęście można podchodzić do nich także w Polsce: ten pierwszy tylko w Warszawie, SAT – w Warszawie, Krakowie i Konstancinie-Jeziornej.

Harvard rekomenduje także dwa testy SAT z konkretnych przedmiotów, jakkolwiek nie są one twardym wymogiem – w przypadku, gdyby były one dużym obciążeniem finansowym, można z nich zrezygnować.

 

Jak dobrze musisz znać angielski?

Co ciekawe, College nie wymaga żadnego wyniku egzaminu z języka angielskiego. Wymaga jednak, żeby twoje umiejętności w tym zakresie pozwalały na swobodną komunikację i – przede wszystkim – naukę. Musisz po prostu świetnie radzić sobie z angielskim, jeśli masz odnaleźć się na tak wymagającej uczelni. TOEFL jest jedynie wymagany w przypadku programów wymiany studenckiej.

Inaczej jest w przypadku studiów magisterskich i doktoranckich, czyli programów postgraduate. W tym przypadku każda ze szkół / wydziałów (jest ich 14) może mieć własne wymagania.

I tak na przykład Harvard Business School oczekuje m.in. odmiennego zestawu testów (GMAT lub GRE), potwierdzenia biegłości w angielskim (TOEFL, IELTS lub PTE) oraz interview. Uniwersytet nie będzie zmuszał cię do wycieczki za ocean, chociaż i taka forma jest możliwa. Wystarczy… Skype.

Ewentualne zwycięstwo w Drodze na Harvard pozwoliłoby Ci więc dowiedzieć się z pierwszej ręki tego, czego nie znajdziesz na stronie internetowej Uniwersytetu.

 

PS. …oraz postawić stopę tam, gdzie nie wpuszcza się nawet filmowców z Hollywood ;-) Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, sztuczny śnieg użyty przy kręceniu jednej ze scen w filmu A Small Circle of Friends zniszczył drzewa na uniwersyteckim kampusie. To była kropla, która przelała czarę goryczy – od tego czasu władze zabraniają wstępu na teren nawet dokumentalistom, twierdząc, że obecność ekip filmowych jest zbyt uciążliwa dla studentów i kadr.

 

 

Zobacz także

Komentarze